Grafika

Grafika
źródło google grafika

sobota, 5 października 2013

Wracając do nieba

   -Dobra, zrobione!- krzyknęłam zadowolona, odsuwając się od dopiero co skończonego malowidła naściennego.
-No nareszcie.– ucieszył się Angel. – Już myślałem, że nigdy nie skończysz.
Uśmiechnęłam się gdy zeskoczył z murka i wylądował na ziemi. Wyszło mu to trochę ciężko, zapewne z powodu ostatniego wypadku.
-Spotkamy się tu jutro, o tej samej porze?– upewniam się.
-Pewnie, będę czekać.– odpowiada.
-Do zobaczenia!– pożegnaliśmy się.
    Patrzyłam chwilę, jak Angel wspina się na wierzę i odlatuje w stronę chmur. Ma takie cudowne skrzydła! Takie miękkie i puszyste, koloru śniegu. Pamiętam, jakby to było wczoraj, gdy pewnego razu zabrał mnie ze sobą w drogę powrotną. To było wspaniałe uczucie. Jakby wszystkie ziemskie ograniczenia, zmartwienia i smutki zniknęły, wyparowały, przepadły. Czułam się, jakbym mogła wszystko, jakbym była wolna. Przelatywaliśmy przez białe obłoczki, ścigaliśmy się z ptakami, nawet zwiedziłam Podniebne Miasto. Następnie odprowadził mnie do domu. Podróż trwała wtedy tylko kilka chwil. Niestety, od czasu wypadku ledwo jest w stanie unieść samego siebie. Nie wyobrażam sobie prosić go o przysługę typu „ zawieź mnie do domu”. Oczywiście wypełniłby moją prośbę bez słowa sprzeciwu, ale nie chcę go narażać na taki wysiłek. Jego stan tylko by się pogorszył. Nawet mógłby umrzeć. Jeśli nie z wysiłku, to upadek z dużej wysokości na pewno by go wykończył. Z tego powodu od dłuższego czasu ze spotkań wracam sama.
-Ach… - skrzywiłam się na myśl o długiej drodze, która mnie czeka – Trudno. Im wcześniej wyruszę, tym wcześniej dotrę na miejsce.
    Niespiesznym krokiem ruszyłam przed siebie. Jako pierwszą krainę musiałam przebrnąć przez Lodową Pustynię. Nigdy przechodzenie tamtędy nie wywoływało u mnie zachwytu. Na takim pustkowiu jest tylko śnieg, lód i wiatr. Jest to jednak jedyna droga do domu.
Nigdzie nie można się skryć przed lodowatymi podmuchami, przedzierającymi się przez najgrubsze płaszcze. Nawet olbrzymie głazy, stojące gdzieniegdzie na polach nie dają schronienia. Otuliłam się szczelniej szalikiem i zaciskając zęby ruszyłam dalej. Co parę kroków ślizgałam się na zamarzniętej ziemi. Zapadał zmrok. Śnieg iskrzył się wszystkimi odcieniami czerwieni. Daleko przede mną horyzont płonął żywym ogniem.
 Nareszcie dotarłam do kotliny, na dnie której płynie rzeczka. Głęboka rana na skórze porośniętej lodem krainy. Jej ściany są tak strome, że zejście na jej dno jest praktycznie niemożliwe. Bardzo łatwo jest się poślizgnąć i spaść na ostre kamienie. Obejście kotliny także nie wchodzi w grę, gdyż przecina całe pustkowie na dwie części.
    Zmyślni mieszkańcy Lodowych Pustyń zbudowali nad przepaścią most. Szkoda, że tylko jeden. Gdyby było ich więcej, przejście z jednego końca krainy na drugi, podczas ich konserwacji byłaby wciąż możliwa.
Weszłam na most. Oblodzone belki trzeszczały pod moim ciężarem. Miałam wrażenie, że zaraz się załamią. Szczególnie przejścia linowe wzbudzają we mnie przerażenie. Na pewno nie jestem jedyną osobą, która boi się takich sytuacji. Cała konstrukcja kołysze się na boki przy każdym, najmniejszym nawet kroku.
-Jaka szkoda, że nie mam skrzydeł.– westchnęłam– mogłabym wtedy przefrunąć nad rzeką i uniknąć całego tego zakłopotania.
    Po drugiej stronie już tak nie wiało. Śniegu i lodu również było mniej. Na terenach objętych łagodniejszym klimatem ludzie wybudowali miasto. Piękny lodowy zamek, bogato zdobiony śniegowymi ornamentami. Monumentalne bramy, posągi i rzeźby. Filigranowe fontanny i kamienne studnie, otoczone przez zabytkowe kamienice. Wszystko bardzo dobrze zachowane, jednak bez śladów życia. Wiele tysięcy lat temu w tym miejscu mieszkali wysoce rozwinięci ludzie. Nikt jednak nie wie, dlaczego teraz jest opustoszałe.
Z ciekawości weszłam do miejskiej biblioteki. Zadziwił mnie ogrom zebranych tam zbiorów. Na półkach znalazłoby się wszystko od baśni po książki kucharskie. Weszłam w dział historyczny i zaczęłam szukać kronik. Ponieważ książki były poukładane alfabetycznie (jak w każdej innej bibliotece) szybko znalazłam to, czego szukałam.
    Historia tego miejsca była całkiem normalna. Bardzo przypominała dzieje współczesnych cywilizacji. Pod koniec ich świetności wydarzyło się jednak coś bardzo złego. Nie opisują dokładnie, co takiego się stało, ale uciekali przed czymś, co sami stworzyli. Uciekali w wielkim pośpiechu, nie oglądając się za siebie, zostawiając wszystko za sobą.
Tak wciągnęła mnie lektura, że nie zauważyłam, gdy wybiła północ. Jak tak dalej pójdzie, spóźnię się na ostatni statek i do domu już dzisiaj nie wrócę. Nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
-A gdyby tak skrócić sobie drogę przez Spalony Las?- zastanawiam się na głos.
-Bez przewodnika na pewno ci się nie uda.- odpowiada mi jakiś głos.
Podskoczyłam z przerażenia. Nikogo się tu nie spodziewałam. Nie sądziłam, że ktoś zapuszcza się w te tereny. Odwróciłam się powoli w stronę głosu. Przede mną stał faun. Uśmiechał się do mnie szeroko. Miał czarną sierść i długie, szare rogi. Twarz miał pociągłą, wąskie, czerwone usta i duże, brązowe oczy. Było w nim coś przyjaznego, co sprawiło, że od razu go polubiłam.
-Rozmawiasz sama ze sobą?- odezwał się znowu- Jak tak dalej pójdzie, to skończysz w psychiatryku.
-To na pewno mi nie grozi.- odpowiedziałam.
Chwilę wpatrywałam się w jego przystojną twarz. Nagle przypomniało mi się, że nie znam jego imienia.
-Nazywam się Daniel.- wyprzedził moje pytanie.- A ty pewnie jesteś Raven?
 Spojrzałam na niego wzrokiem pełnym zdziwienia. Skąd on mógł wiedzieć takie rzeczy? Nie przypominam sobie, abym wspominała mu o takich szczegółach. Tymbardziej, że dopiero co go poznałam. On czyta w myślach, czy co?
-Pewnie się zastanawiasz, skąd to wiem.- odezwał się.- Nie martw się, nie czytam w myślach. Twoja torba jest podpisana.- wskazał na worek, oparty o nogę ogromnej ławy.
Odetchnęłam z ulgą. Co mi właściwie przyszło do głowy? Czytanie w myślach to przecież zwykła bajka. Nie możliwe, by ktoś to potrafił. Daniel wciąż się uśmiechał. Wydawałoby się, że z każdą chwilą jego uśmiech staje się coraz bardziej serdeczny.
-To jak? Przeprowadzić cię przez ten las, Raven?- Zapytał wyciągając rękę w moją stronę.
Bez wahania wstałam, przerzuciłam torbę przez ramię i minęłam go wychodząc z pomieszczenia. Obróciłam się na chwilę i gestem pokazałam mu, by szedł za mną.
    Mimo, że droga do lasu była długa, w towarzystwie Daniela minęła mi bardzo szybko. Lód i śnieg ustąpiły miejsca spalonej ziemi i popiołom. To miejsce jest tak samo stare, jak Starożytne Miasto. Legenda głosi, że gdy mieszkańcy miasta uciekali z niego spalili ten las, aby to, co ich ścigało nie mogło dalej za nimi podążać.
 Całe to miejsce roztaczało przygnębiającą aurę. Nienaturalnie powykręcane konary drzew nie zachęcały do zwiedzania Spalonego Lasu. Każdy unikał go szerokim łukiem, uważając las za przeklęty. Skoro nikt tu nie przychodzi, nie ma też map tego miejsca. Właśnie dla tego chętnie przyjęłam pomoc fauna.
-Te lasy nigdy nie odrosną.- Daniel wypowiedział moje myśli na głos- Drzewa tylko przypominają prawdziwe, ale w środku są puste. Są czarnymi skorupami, namiastką pięknego niegdyś lasu.
-To ten las doszczętnie nie spłonął?- zapytałam zdziwiona.- Nigdy nie słyszałam o takim zjawisku.
-Zapewne to sprawka elfów, które kiedyś żyły w tych lasach. Uwielbiali zabawiać się magią.
Magia? Ona jest tak samo irracjonalna, jak czytanie w myślach. Bajki wymyślane przez dorosłych, aby straszyć dzieci.
    Na gałęziach drzew siedziały kruki. Przyglądały się nam uważnie, śledziły każdy nasz ruch. Co jakiś czas jeden z nich przerywał nocną ciszę głośnym kraknięciem. Za każdym razem podskakiwałam ze strachu. Jakże się cieszyłam, że nie przechodzę tą drogą sama. Już otwierałam usta, by podzielić się swoją uwagą z Danielem, gdy potknęłam się o korzeń wystający z ziemi. Upadłam twarzą w stertę popiołu, która zatkała mi usta i nos. Przez chwilę nie mogłam oddychać. Zaczęłam się krztusić. Przewodnik stał nade mną i chichocząc kręcił głową z politowaniem. Następnie wyciągnął rękę by pomóc mi wstać. Zerwałam się z ziemi kompletnie ignorując jego gest. Nie ustałam jednak długo, bo na ziemię powalił mnie jakiś pocisk i straciłam przytomność.
    Obudziłam się wewnątrz olbrzymiej, stalowej klatki. Przestrzeń pomiędzy kratami była wystarczająca, by się między nimi przecisnąć. Niestety mój porywacz dobrze o tym wiedział, bo przykuł mnie jeszcze łańcuchem. Klatka nie wyglądała jednak jak zwykła cela. Przypominała bardziej luksusowy apartament. Na środku stało ogromne łóżko z baldachimem. Obok niego znajdowała się toaletka i dwa krzesła. Oprócz tego na podłodze leżał miękki dywan, na nim w pobliżu regału z książkami stał wygodny fotel. Podeszłam najbliżej, jak mogłam do krat. Zauważyłam, że klatka wisi w powietrzu. Nawet, jeśli udałoby mi się wyswobodzić z łańcucha nie mogłabym stąd uciec. Ta myśl przeraziła mnie najbardziej.
Co się dzieje? Kto mnie właściwie porwał? Czy kiedykolwiek zobaczę jeszcze twarz Angel’a ? Czy będę mogła porozmawiać z Danielem? Czy znowu będę mogła zobaczyć słońce? Te i wiele innych pytań zaprzątały moją głowę.
-Ciekawe, czy Angel będzie się o mnie martwił… - szepcę do siebie.
-Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Nie będę się o ciebie martwił. Przecież jestem przy tobie.- odezwał się dobrze znany mi głos.
-Angel!? To ty!? Gdzie jesteś? Też cię porwali?
-Nikt mnie nie porwał. To ja porwałem ciebie.- odpowiedział na moje pytania, choć nie takiej odpowiedzi się spodziewałam.
Angel ląduje na krańcu platformy, przechodzi przez kraty i siada na fotelu. Patrzy na mnie i pokazuje mi gestem, bym usiadła naprzeciw niego na łóżku. Ale ja nie mam ochoty go słuchać.
-Dlaczego mnie tu zamknąłeś i po co te łańcuchy? Przecież wiesz, że nie mogę odlecieć. Jestem jedynym aniołem, którego skrzydła są zdeformowane! Nigdy nie będę mogła latać!- wybuchnęłam.
-Wiesz, cuda się zdarzają. Mogłabyś jakoś uciec. Jesteś mądra i błyskotliwa, znalazłabyś sposób.- odpowiedział na moje pytania ze spokojem i powagą.
-To jest jakiś żart? Wypuść mnie! Proszę! –zaczęłam go błagać.
-Nie żartuję i nie wypuszzę cię. Nie mogę tego zrobić. Teraz jesteś moja. Tylko moja. -uśmiechnął się lubieżnie.
-A co z Danielem? Jego też tu zamknąłeś?
-Danielam? Aaaa, chodzi ci o tego fauna? Pozbyłem się go. Nawet się tego nie spodziewał. Naiwnie wykonywał wszystkie moje polecenia. Od początku pracował dla mnie. Raven, śledziłem cię od kiedy tylko pamiętam. Zawsze chciałem cię na wyłączność. Moje marzenia wreszcie się spełniły!
-Nigdy nie będę twoja! Nawet o tym nie śnij!
 Angel uśmiechnął się ponuro.
-Wrócę, jak ochłoniesz.- powiedział odlatując- A, i jeszcze jedno. To przede mną uciekali mieszkańcy Starożytnego Miasta. Kilka tysięcy lat temu przeprowadzałem na nich eksperymenty. Niestety udało im się uciec z mojego laboratorium. Osiedlili się na Lodowej Pustyni. Głupcy! Myśleli, że tam zostawię ich w spokoju! Dałem im parę setek lat na rozwinięcie się we wszystkich możliwych kierunkach naukowych. To było dosyć ciekawe-patrzenie, jak uwijają się niczym mrówki, ale najwięcej radości sprawiło mi niszczenie ich cywilizacji. Nic nie jest ciekawsze od destrukcji i ciebie oczywiście.-oblizał wargi.
-Po co mi o tym mówisz?
-Nie poleciałem do POdniebnego Miasta po naszym spotkaniu. Śledziłem cię jak zawsze i usłyszałem, jak zastanawiałaś się w bibliotece, co spotkało tych ludzi. Chciałem ci opowiedzieć. Uznaj to za akt dobrej woli.-obrócił sie na pięcie i odleciał.
    I w ten oto sposób moim nowym domem stała się klatka w podziemnej jaskini, a jedyna osoba, którą kiedykolwiek kochałam została moim panem. Wprawdzie nie wykorzystuje mnie, jako niewolnika. Raczej jestem czymś w rodzaju zwierzaczka, bezbronnego i niewinnego, z którym może robić wszystko na co ma tylko ochotę, bo nie mam siły się przeciwstawić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz