Dzień był słoneczny, a niebo prawie bezchmurne. Z plaży wróciliśmy godzinę przed obiadem z braku jakichkolwiek ciekawych zajęć. Cały czas przeznaczony na zabawy nad wodą spędziłam wylegując się na drewnianym molo na skraju lasu z dala od innych ludzi, wystarczająco blisko jednak do reszty obozu. Jedynymi osobami towarzyszącymi mi w tym cichym i spokojnym miejscu była jedna z klubowych par.
Dzisiejszy dzień jest ostatnim dniem wyjazdu. Chyba każdy marzy o powrocie do domu, do własnych łóżek. Po spakowaniu rzeczy osobistych wyniesiono je pod bramę, skąd później odebrać miał je bus.
Wyszłam z budynku w poszukiwaniu miłego zajęcia na spędzenie pozostałego mi wolnego czasu.Przed drzwiami wejściowymi zebrała się duża grupka kolegów i koleżanek z klubu. Prowadzili ożywioną dyskusję na jakiś temat. Nie chciałam się jednak do nich przyłączyć. Nie zaszczycając ich nawet spojrzeniem przeszłam boczną ścieżką do ogrodu. Pod murkiem obrośniętym bluszczem stała podwójna huśtawka. Dwie deski linkami zawieszone na drewnianym rusztowaniu. Usiadłam na jednej z nich i delikatnie odepchnęłam się nogami od ziemi, ledwo się kołysząc. Myślami wracałam do wszystkich chwil spędzonych z najcudowniejszym chłlopakiem na świecie. Mam już na jego punkcie jakąś obsesję. Wciąż śnił mi się po nocach, widziałam go, gdy się budziłam, nawet gdy zamykałam oczy. Cały czas o nim myślałam, a patrzeć na jego zdjęcie mogłam godzinami. Na samo wspomnieie jego głosu przechodziły mnie przyjemne dreszcze, a myśl o jego dotyku przyprawiała mnie o szybsze tentno. Przymknęłam oczy i odpłynęłam w marzeniach. Nie wiem ile czasu tak siedziałam. Usłyszałam czyjeś kroki i otworzyłam oczy. To On przyszedł we własnej osobie. Stał chwilkę mi się przyglądając. Westchnęłam cicho gdy spojrzenie jego ciemnoniebieskich oczu napotkało moje. Wiatr delikatnie czochrał jego dłuższe blond włosy. Uśmiechnął się do mnie i bez słowa zajął huśtawkę obok mnie. Z początku odbijał się od ziemi delikatnie, tak jak ja. Stopniowo odpychał się coraz mocniej i mocniej. Rozpoczął się wyścig. Kto szybciej i wyżej się wzniesie. Stopy miałam już wysoko ponad linią drzew, a gdy opadałam on palcami stóp dotykał nieba. Huśtaliśmy się coraz wyżej i wyżej. W końcu zdyszani i całkowicie wyzuci z sił pozwoliliśmy huśtawkom się zatrzymać.
Niebieskooki wstał, złapał mnie za rękę i poprowadził pod pnącza winogron. Usiadłam po turecku opierając cię plecami o ścianę, a on położył głowę na moich nogach. Zerwał z gałązki kiść fioletowych owoców i jednego włożył sobie do ust.
Zaczęłam głaskać go po włosach, co raczej mu się podobało. Zamknął oczy, a z jego piersi wyrwało się ciche mruczenie. Było tak przyjemie i miło. Kompletie straciliśmy poczucie czasu. Chłopak położył swoją rękę na mojej i przesunął ją do policzka.
-Nie przestawaj.- powiedział cichym głosem.
Pochyliłam nad nim głowę, a moje długie blond włosy otoczyły nasze twarze ze wszystkich stron. Chwilę wpatrywałam się w jego spokojną twarz, okrągły nosek i drobne usta, które tak bardzo mi się podobają.
-Czy mogę...- otworzył jedno oko i spojżał na mnie z ciekawością. Słowa uwięzły mi w gardle. Niebieskooki podniósł dłoń i dotknął mojego policzka.
-Czy możesz co?
-Cię pocałować.- wykrztusiłam.
Dotyk na moim policzku ustał. Chłopak podniósł się z moich kolan i powoli wstał. Podał mi rękę, abym i ja mogła się podnieść z ziemi. W mojej głowie kotłowały się różne myśli. Miałam wrażenie, że znowu wszystko zepsułam. Nie powinnam była zadawać tego pytania. Właśnie chciałam powiedzieć to głośno, gdy jego ręka objęła mnie w talii. Pewnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Był odemnie wyższy o dobre dziesięć centymetrów. Jego usta znajdowały się trochę ponad moimi oczami. Złapał mnie za podbródek i delikatnie odchylił moją głowę do tyłu. Widząc iskierki radości w jego oczach ugięły się podemną kolana. Upadłabym gdyby mnie nie podtrzymał. Uśmiechnął się i złożył na moich ustach nieśmiały pocałunek. Ręce oparłam na jego ramionach. Był cały napięty jak struna od gitary. Czy to możliwe, że On, taki arcyprzystojny chłopak też się denerwował?
Delikatnymi ruchami wodziłam po jego barkach, plecach, klatce piersiowej i ramionach, aż w końcu się rozluźnił. Jego pocałunek stał się namiętny. Wyrażał nim tyle emocji! Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Chciałam więcej i więcej. Włożył rękę w moje włosy. Składał mi pocałunki na szyi, muskał ustami moje ucho, całował w czoło, policzki i znów powracał do ust. Nie mogłam już dłużej stać o własnych siłach. Cofałam się małymi kroczkami, aż oparłam się plecami o ścianę. Serce dudniło mi jak szalone. Miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z mojej piersi. Oboje głośno dyszeliśmy. Schował głowę w moich włosach i mocno przytulił.
-Pachniesz morelami.- powiedział.
Trwaliśmy tak w bezruchu jeszzce długą chwilę, napawając się swoją bliskością. Spowrotem do świata sprowadziło nas czyjeś nawoływanie. Z niechęcią odsunęliśmy się od siebie. Wołano nas na obiad.
Pobiegliśmy szybko na stołówkę. Zatrzymał się przed wejściem i otworzył mi drzwi. Gestem nakazał wejść do środka. Sam dołączył parę chwil później. Oczywiście nie obeszło się bez szyderczych uwag trenera.
Przy stole były wolne tylko dwa miejsca naprzeciwko siebie. Większość osób już dawno zjadła zupę i pałaszowała drugie danie. Spojrzałam na Niego. Cały czas się uśmiechał. Musiał wyczuć, że na niego patrzę, gdyż podniósł wzrok. Nasze spojrzenia znów się spotkały, a na moich policzkach wykwitł delikatny rumieniec. Sprawiło to tylko, że On uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zawstydzona zajęłam się krojeniem kotleta na talerzu. Czułam jak mnie obserwował. Postanowiłam jednak uparcie go ignorować. Tylko mi brakuje, by cały obóz się o tym dowiedział!
Posiłek skończyłam jako pierwsza. Odniosłam talerz, podziękowałam i wyszłam na parking. Wsiadłam do busa. Usiadłam na samym końcu, zasłoniłam zasłonki aby światło słońca mi nie przeszkadzało, włączyłam mp3 i zapadłam w sen bez snów.
-Czy mogę...- otworzył jedno oko i spojżał na mnie z ciekawością. Słowa uwięzły mi w gardle. Niebieskooki podniósł dłoń i dotknął mojego policzka.
-Czy możesz co?
-Cię pocałować.- wykrztusiłam.
Dotyk na moim policzku ustał. Chłopak podniósł się z moich kolan i powoli wstał. Podał mi rękę, abym i ja mogła się podnieść z ziemi. W mojej głowie kotłowały się różne myśli. Miałam wrażenie, że znowu wszystko zepsułam. Nie powinnam była zadawać tego pytania. Właśnie chciałam powiedzieć to głośno, gdy jego ręka objęła mnie w talii. Pewnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Był odemnie wyższy o dobre dziesięć centymetrów. Jego usta znajdowały się trochę ponad moimi oczami. Złapał mnie za podbródek i delikatnie odchylił moją głowę do tyłu. Widząc iskierki radości w jego oczach ugięły się podemną kolana. Upadłabym gdyby mnie nie podtrzymał. Uśmiechnął się i złożył na moich ustach nieśmiały pocałunek. Ręce oparłam na jego ramionach. Był cały napięty jak struna od gitary. Czy to możliwe, że On, taki arcyprzystojny chłopak też się denerwował?
Delikatnymi ruchami wodziłam po jego barkach, plecach, klatce piersiowej i ramionach, aż w końcu się rozluźnił. Jego pocałunek stał się namiętny. Wyrażał nim tyle emocji! Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Chciałam więcej i więcej. Włożył rękę w moje włosy. Składał mi pocałunki na szyi, muskał ustami moje ucho, całował w czoło, policzki i znów powracał do ust. Nie mogłam już dłużej stać o własnych siłach. Cofałam się małymi kroczkami, aż oparłam się plecami o ścianę. Serce dudniło mi jak szalone. Miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z mojej piersi. Oboje głośno dyszeliśmy. Schował głowę w moich włosach i mocno przytulił.
-Pachniesz morelami.- powiedział.
Trwaliśmy tak w bezruchu jeszzce długą chwilę, napawając się swoją bliskością. Spowrotem do świata sprowadziło nas czyjeś nawoływanie. Z niechęcią odsunęliśmy się od siebie. Wołano nas na obiad.
Pobiegliśmy szybko na stołówkę. Zatrzymał się przed wejściem i otworzył mi drzwi. Gestem nakazał wejść do środka. Sam dołączył parę chwil później. Oczywiście nie obeszło się bez szyderczych uwag trenera.
Przy stole były wolne tylko dwa miejsca naprzeciwko siebie. Większość osób już dawno zjadła zupę i pałaszowała drugie danie. Spojrzałam na Niego. Cały czas się uśmiechał. Musiał wyczuć, że na niego patrzę, gdyż podniósł wzrok. Nasze spojrzenia znów się spotkały, a na moich policzkach wykwitł delikatny rumieniec. Sprawiło to tylko, że On uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zawstydzona zajęłam się krojeniem kotleta na talerzu. Czułam jak mnie obserwował. Postanowiłam jednak uparcie go ignorować. Tylko mi brakuje, by cały obóz się o tym dowiedział!
Posiłek skończyłam jako pierwsza. Odniosłam talerz, podziękowałam i wyszłam na parking. Wsiadłam do busa. Usiadłam na samym końcu, zasłoniłam zasłonki aby światło słońca mi nie przeszkadzało, włączyłam mp3 i zapadłam w sen bez snów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz