Edyrium
Z
samego dna slumsów widać tylko malutki skrawek nieba. Mefisto
leżał na dachu i wpatrywał się w niewielką tarczę księżyca
otoczoną pierścieniami kolejnych pięter Edyrium. To
miasto-państwo ciągnie się 10km w głąb ziemi i pnie się na
taką samą wysokość ponad powierzchnię. Kształtem przypomina
ogromny szyb z domami na skalnych półkach ustawionych na całej
jego długości. Miasto podzielone jest na cztery sektory (od A do
D) po pięć pięter każdy, połączonych ze sobą schodami.
Pomimo
różnorodności ras istot zamieszkujących to miejsce,
społeczeństwo rozdzielone jest na cztery warstwy. Pierwsza,
ciesząca się największymi przywilejami (w tym najważniejszym
mieszkania w pierwszym sektorze – w blasku słońca),
zamieszkiwana jest przez króla (wraz z całym dworem), wysoko
urodzone paniątka, naczelnych generałów wojsk i Żniwiarzy. Ci
ostatni stanowią elitę Szkoły Do Zadań Specjalnych. Raz w roku
schodzą do trzeciego, najbiedniejszego sektora i wyłapują dzieci
z ponadprzeciętną inteligencją. Wydarzenie to trwa 12 godzin i
nazywane jest Żniwami. Rekruci (dzieci odebrane rodzicom podczas
Żniw) trafiają na sam szczyt miasta i nigdy nie wracają do swoich
rodzin. Na najwyższym piętrze mieści się Centrum Badawcze. W
jego skład wchodzi najobszerniejsza biblioteka i pracownie
wypełnione sprzętem badawczym. Pracują tam wybrani spośród
Rekrutów naukowcy. W ośrodku znajduje się również jedyne
wyjście z Edyrium. Tylko król może swobodnie poruszać się po
tym piętrze. Reszta społeczeństwa nie ma prawa się nawet
zbliżyć. W tym sektorze znajdują się szkoły i placówki
edukacyjne – Wiekowe Uczelnie.
W
sektorze B mieszkają robotnicy i inni ludzie pracujący. Prowadzą
normalne życie. Codziennie wstają rano i idą do pracy, aby
zapewnić miastu przetrwanie. Na najwyższym piętrze tej części
miasta znajdują się szklarnie, na drugim różnorakie sklepy, na
kolejnym zakłady rzemieślnicze, a na dwóch ostatnich huty i
kuźnie. Mieszkańcy mają możliwość nauki na Wiekowych
Uczelniach. Porządku pilnują Królewscy Strażnicy.
W
sektorze C mieszkają ludzie bezrobotni, bez wykształcenia i
niezdolni do funkcjonowania w społeczeństwie. W Slumsach
praktycznie nie ma strażników. Ludzie w mundurach nie są mile
widziani w tej części miasta. W trosce o własne życie nie
zapuszczają się w labirynty wąskich uliczek. W siedzibie
Królewskich Strażników znajdują się schody do wyższej części
miasta.
Ostatnia
część Edyrium nie jest połączona z resztą miasta. Trafiają do
niej różnego rodzaju przestępcy. Karą za każde, nawet
najdrobniejsze wykroczenie jest zesłanie na Dno. Po zapadnięciu
wyroku (wydawanego przez króla) winny zostaje spuszczony w
metalowej klatce, która zatrzymuje się trzy metry nad powierzchnią
ziemi. Następnie otwierana jest zapadnia i więzień spada na
kamienie. Często kończy się to połamanymi kończynami a nawet
śmiercią. Raz w ciągu dnia w ten sam sposób, dostarczane są
zapasy wody i żywności.
Mefisto
przekręcił się na bok i oparł głowę na ręce. Z tej pozycji
widział większość budynków. Okna domów były ciemne.
-
Wszyscy śpią – powiedział.
Nagle
jego uwagę przykuła czarniejsza od nocy, ruchoma plama przy
schodach, która z zawrotną szybkością wypełniała szare
uliczki. Mefisto nie miał żadnych wątpliwości, czego był
świadkiem. Przetoczył się na skraj dachu i zwinnym ruchem
zeskoczył na ziemię. Ledwo dotknął stopami bruku, już pędził
pomiędzy domami.
-
Żniwiarze! Ludzie! Wstawajcie! Rozpoczęły się Żniwa! –
krzyczał ile sił w piersiach.
W
kilku domach zapaliły się świece. Obudzeni mieszkańcy wyglądali
na zewnątrz, by sprawdzić źródło hałasu.
-
Ukryjcie dzieci! Rozpoczęły się Żniwa! – nie przerywał.
Młodzieniec
doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że bez tych dzieci Slumsy
nie będą w stanie opierać się władzy królewskiej. Potrzebowali
mądrych i błyskotliwych ludzi, aby przeprowadzić rebelię. Król
również o tym wiedział. Właśnie dlatego stworzył Żniwiarzy.
Mefisto zatrzymał się. Dyszał ciężko i czuł kłujący ból w
piersi. Zaschło mu w ustach. Jego wysiłki opłaciły się.
Uprzedzeni o obecności nieprzyjaciela mieszkańcy przekazywali
wiadomość dalej. Wkrótce całe Slumsy wiedziały o sytuacji.
Uspokojony chłopak ruszył w stronę kryjówki. Ledwo przeszedł
dwa kroki, zza rogu wybiegł zamaskowany człowiek cały w czerni.
Przystanął na chwilę, po czym pędem ruszył na młodzieńca.
Mefisto nie zdążył odskoczyć i postać uderzyła w niego z całym
impetem, przewracając go. Młodzieniec próbował odtoczyć się na
bok, lecz przeciwnik był szybszy. Sprawnie unieruchomił mu ręce i
nogi.
-
Pójdziesz ze mną. – wysyczał.
Chłopak
zesztywniał, czując chłodny dotyk sztyletu na plecach. Chwilowo
porzucił wszystkie myśli o ucieczce.
-
Wstań! Powoli! – rozkazał napastnik – Rusz się!
Młodzieniec
posłuchał. Żniwiarz związał mu ręce na plecach.
-
Idź! – Popchnął chłopaka.
Mefisto
ruszył, powłócząc nogami. W pobliżu nie było żywego ducha.
Wszyscy zdążyli się schować. Zamaskowana postać szła kilka
metrów za nim, trzymając koniec sznura.
-
Musiałeś mnie z kimś pomylić. Nie jestem żadnym geniuszem,
tylko dwudziestoletnim złodziejem. Wypuść mnie.
-
To niemożliwe. Dostałam na ciebie zlecenie.
-
Dostałam…? – przerwał jej młodzieniec. – Jesteś kobietą?
-
Mefisto Fellosi? - żniwiarz zignorował komentarz.
-
Pokonała mnie kobieta! – westchnął chłopak z niedowierzaniem.
-
Odpowiedz! Nazywasz się Mefisto Fellosi? – dziewczyna powtórzyła
pytanie, brutalnie szarpiąc za sznur.
-
Ała! Nie musisz mną tak poniewierać – poskarżył się. –
Tak, to ja. We własnej osobie.
Postać
nic nie odpowiedziała.
-
Powiedz mi, od kiedy przyjmują kobiety w zastępy Żniwiarzy?
-
Zamilcz.
-
Poważnie pytam. Przecież wszyscy wiedzą, żeee… - potknął się
o własne stopy. – Ugh… To bolało.
Dziewczyna
podeszła do leżącego. Mefisto nagle poderwał się z ziemi i
wepchnął Żniwiarza do ślepego zaułka. Maska potoczyła się po
kamieniach. Kaptur zsunął się z głowy, ukazując duże, zielone
oczy i blond włosy do połowy uda.
-
Kiedy ty…?
-
Odwróciłem twoją uwagę rozmową i uwolniłem ręce. A teraz
spokojnie. Odejdę w swoją stronę, a ty nie będziesz mnie ścigać.
Powiesz swoim przełożonym, że misja się nie powiodła i
zapomnisz o mnie. Już nigdy się nie spotkamy – spojrzał
dziewczynie w oczy – Nigdy.
Opuściła
głowę. Unikała kontaktu wzrokowego.
-
A więc idź.
-
Naprawdę mogę? Myślałem, że będę musiał ci grozić, albo coś
w tym stylu.
-
Idź już!
Mefisto
nie miał zamiaru tracić więcej czasu. Obrócił się na pięcie i
wdrapał na dach. Droga pomiędzy kominami była bezpieczniejsza i
krótsza. Dopiero, gdy znalazł się w kryjówce, wrócił myślami
do niedawnych wydarzeń.
-
Ehh… Mogłem ją chociaż zapytać o imię. Ale czy wypada bratać
się z wrogiem?
Wszedł
do głównego pomieszczenia. Wewnątrz panował półmrok. Mocno
zużyta kanapa cicho zaskrzypiała, gdy na niej usiadł. W pokoju
było pełno ludzi, którzy prowadzili ożywioną dyskusję na jakiś
temat.
-
Ilu zabrali? – przerwał im Mefisto. Wszystkie rozmowy umilkły.
-
Dwudziestu dzieciaków i Mariusa – odpowiedział wysoki szatyn ze
śladami po trądziku na policzkach.
-
Mariusa?! Przecież on ma prawie 30 lat! Pranie mózgu już na niego
nie zadziała. Co niby zamierzają z nim zrobić? – zdziwił się
przysadzisty brodacz z łysiną na czubku głowy.
-
Nie wiem – odpowiedział Mefisto. – Wygląda na to, że zmienili
strategię. Mnie tez próbowali złapać, ale udało mi się uciec.
Teraz nie tylko najmłodsi są w niebezpieczeństwie. Musimy być
bardziej ostrożni.
-
Co radzisz, szefie? – zapytał jakiś mężczyzna w tłumie.
-
Na razie czekamy. Mamy za mało ludzi – stwierdził, wstając. –
Idę zaczerpnąć świeżego powietrza.
Słońce
powoli znikało za najwyższym pierścieniem. Plamy żółtego
światła prześlizgiwały się po ścianach domów.
-
Dlaczego nie wpadło mi do głowy, aby ją pojmać? Przecież na
pewno znała jakieś tajemnice Żniwiarzy. Wystarczyłoby tylko ją
przesłuchać – zastanawiał się na głos. - Zaprzepaściłem
taką szansę…
Nad
chłopakiem przeleciał cień. Gdy podniósł głowę, przed oczami
mignęła mu czarno-złota smuga. Mefisto uśmiechnął się pod
nosem i ruszył przed siebie, cicho pogwizdując.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz