Grafika

Grafika
źródło google grafika

wtorek, 27 maja 2014

Edyrium

Edyrium

Z samego dna slumsów widać tylko malutki skrawek nieba. Mefisto leżał na dachu i wpatrywał się w niewielką tarczę księżyca otoczoną pierścieniami kolejnych pięter Edyrium. To miasto-państwo ciągnie się 10km w głąb ziemi i pnie się na taką samą wysokość ponad powierzchnię. Kształtem przypomina ogromny szyb z domami na skalnych półkach ustawionych na całej jego długości. Miasto podzielone jest na cztery sektory (od A do D) po pięć pięter każdy, połączonych ze sobą schodami.
Pomimo różnorodności ras istot zamieszkujących to miejsce, społeczeństwo rozdzielone jest na cztery warstwy. Pierwsza, ciesząca się największymi przywilejami (w tym najważniejszym mieszkania w pierwszym sektorze – w blasku słońca), zamieszkiwana jest przez króla (wraz z całym dworem), wysoko urodzone paniątka, naczelnych generałów wojsk i Żniwiarzy. Ci ostatni stanowią elitę Szkoły Do Zadań Specjalnych. Raz w roku schodzą do trzeciego, najbiedniejszego sektora i wyłapują dzieci z ponadprzeciętną inteligencją. Wydarzenie to trwa 12 godzin i nazywane jest Żniwami. Rekruci (dzieci odebrane rodzicom podczas Żniw) trafiają na sam szczyt miasta i nigdy nie wracają do swoich rodzin. Na najwyższym piętrze mieści się Centrum Badawcze. W jego skład wchodzi najobszerniejsza biblioteka i pracownie wypełnione sprzętem badawczym. Pracują tam wybrani spośród Rekrutów naukowcy. W ośrodku znajduje się również jedyne wyjście z Edyrium. Tylko król może swobodnie poruszać się po tym piętrze. Reszta społeczeństwa nie ma prawa się nawet zbliżyć. W tym sektorze znajdują się szkoły i placówki edukacyjne – Wiekowe Uczelnie.
W sektorze B mieszkają robotnicy i inni ludzie pracujący. Prowadzą normalne życie. Codziennie wstają rano i idą do pracy, aby zapewnić miastu przetrwanie. Na najwyższym piętrze tej części miasta znajdują się szklarnie, na drugim różnorakie sklepy, na kolejnym zakłady rzemieślnicze, a na dwóch ostatnich huty i kuźnie. Mieszkańcy mają możliwość nauki na Wiekowych Uczelniach. Porządku pilnują Królewscy Strażnicy.
W sektorze C mieszkają ludzie bezrobotni, bez wykształcenia i niezdolni do funkcjonowania w społeczeństwie. W Slumsach praktycznie nie ma strażników. Ludzie w mundurach nie są mile widziani w tej części miasta. W trosce o własne życie nie zapuszczają się w labirynty wąskich uliczek. W siedzibie Królewskich Strażników znajdują się schody do wyższej części miasta.
Ostatnia część Edyrium nie jest połączona z resztą miasta. Trafiają do niej różnego rodzaju przestępcy. Karą za każde, nawet najdrobniejsze wykroczenie jest zesłanie na Dno. Po zapadnięciu wyroku (wydawanego przez króla) winny zostaje spuszczony w metalowej klatce, która zatrzymuje się trzy metry nad powierzchnią ziemi. Następnie otwierana jest zapadnia i więzień spada na kamienie. Często kończy się to połamanymi kończynami a nawet śmiercią. Raz w ciągu dnia w ten sam sposób, dostarczane są zapasy wody i żywności.
Mefisto przekręcił się na bok i oparł głowę na ręce. Z tej pozycji widział większość budynków. Okna domów były ciemne.
- Wszyscy śpią – powiedział.
Nagle jego uwagę przykuła czarniejsza od nocy, ruchoma plama przy schodach, która z zawrotną szybkością wypełniała szare uliczki. Mefisto nie miał żadnych wątpliwości, czego był świadkiem. Przetoczył się na skraj dachu i zwinnym ruchem zeskoczył na ziemię. Ledwo dotknął stopami bruku, już pędził pomiędzy domami.
- Żniwiarze! Ludzie! Wstawajcie! Rozpoczęły się Żniwa! – krzyczał ile sił w piersiach.
W kilku domach zapaliły się świece. Obudzeni mieszkańcy wyglądali na zewnątrz, by sprawdzić źródło hałasu.
- Ukryjcie dzieci! Rozpoczęły się Żniwa! – nie przerywał.
Młodzieniec doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że bez tych dzieci Slumsy nie będą w stanie opierać się władzy królewskiej. Potrzebowali mądrych i błyskotliwych ludzi, aby przeprowadzić rebelię. Król również o tym wiedział. Właśnie dlatego stworzył Żniwiarzy. Mefisto zatrzymał się. Dyszał ciężko i czuł kłujący ból w piersi. Zaschło mu w ustach. Jego wysiłki opłaciły się. Uprzedzeni o obecności nieprzyjaciela mieszkańcy przekazywali wiadomość dalej. Wkrótce całe Slumsy wiedziały o sytuacji. Uspokojony chłopak ruszył w stronę kryjówki. Ledwo przeszedł dwa kroki, zza rogu wybiegł zamaskowany człowiek cały w czerni. Przystanął na chwilę, po czym pędem ruszył na młodzieńca. Mefisto nie zdążył odskoczyć i postać uderzyła w niego z całym impetem, przewracając go. Młodzieniec próbował odtoczyć się na bok, lecz przeciwnik był szybszy. Sprawnie unieruchomił mu ręce i nogi.
- Pójdziesz ze mną. – wysyczał.
Chłopak zesztywniał, czując chłodny dotyk sztyletu na plecach. Chwilowo porzucił wszystkie myśli o ucieczce.
- Wstań! Powoli! – rozkazał napastnik – Rusz się!
Młodzieniec posłuchał. Żniwiarz związał mu ręce na plecach.
- Idź! – Popchnął chłopaka.
Mefisto ruszył, powłócząc nogami. W pobliżu nie było żywego ducha. Wszyscy zdążyli się schować. Zamaskowana postać szła kilka metrów za nim, trzymając koniec sznura.
- Musiałeś mnie z kimś pomylić. Nie jestem żadnym geniuszem, tylko dwudziestoletnim złodziejem. Wypuść mnie.
- To niemożliwe. Dostałam na ciebie zlecenie.
- Dostałam…? – przerwał jej młodzieniec. – Jesteś kobietą?
- Mefisto Fellosi? - żniwiarz zignorował komentarz.
- Pokonała mnie kobieta! – westchnął chłopak z niedowierzaniem.
- Odpowiedz! Nazywasz się Mefisto Fellosi? – dziewczyna powtórzyła pytanie, brutalnie szarpiąc za sznur.
- Ała! Nie musisz mną tak poniewierać – poskarżył się. – Tak, to ja. We własnej osobie.
Postać nic nie odpowiedziała.
- Powiedz mi, od kiedy przyjmują kobiety w zastępy Żniwiarzy?
- Zamilcz.
- Poważnie pytam. Przecież wszyscy wiedzą, żeee… - potknął się o własne stopy. – Ugh… To bolało.
Dziewczyna podeszła do leżącego. Mefisto nagle poderwał się z ziemi i wepchnął Żniwiarza do ślepego zaułka. Maska potoczyła się po kamieniach. Kaptur zsunął się z głowy, ukazując duże, zielone oczy i blond włosy do połowy uda.
- Kiedy ty…?
- Odwróciłem twoją uwagę rozmową i uwolniłem ręce. A teraz spokojnie. Odejdę w swoją stronę, a ty nie będziesz mnie ścigać. Powiesz swoim przełożonym, że misja się nie powiodła i zapomnisz o mnie. Już nigdy się nie spotkamy – spojrzał dziewczynie w oczy – Nigdy.
Opuściła głowę. Unikała kontaktu wzrokowego.
- A więc idź.
- Naprawdę mogę? Myślałem, że będę musiał ci grozić, albo coś w tym stylu.
- Idź już!
Mefisto nie miał zamiaru tracić więcej czasu. Obrócił się na pięcie i wdrapał na dach. Droga pomiędzy kominami była bezpieczniejsza i krótsza. Dopiero, gdy znalazł się w kryjówce, wrócił myślami do niedawnych wydarzeń.
- Ehh… Mogłem ją chociaż zapytać o imię. Ale czy wypada bratać się z wrogiem?
            Wszedł do głównego pomieszczenia. Wewnątrz panował półmrok. Mocno zużyta kanapa cicho zaskrzypiała, gdy na niej usiadł. W pokoju było pełno ludzi, którzy prowadzili ożywioną dyskusję na jakiś temat.
- Ilu zabrali? – przerwał im Mefisto. Wszystkie rozmowy umilkły.
- Dwudziestu dzieciaków i Mariusa – odpowiedział wysoki szatyn ze śladami po trądziku na policzkach.
- Mariusa?! Przecież on ma prawie 30 lat! Pranie mózgu już na niego nie zadziała. Co niby zamierzają z nim zrobić? – zdziwił się przysadzisty brodacz z łysiną na czubku głowy.
- Nie wiem – odpowiedział Mefisto. – Wygląda na to, że zmienili strategię. Mnie tez próbowali złapać, ale udało mi się uciec. Teraz nie tylko najmłodsi są w niebezpieczeństwie. Musimy być bardziej ostrożni.
- Co radzisz, szefie? – zapytał jakiś mężczyzna w tłumie.
- Na razie czekamy. Mamy za mało ludzi – stwierdził, wstając. – Idę zaczerpnąć świeżego powietrza.
            Słońce powoli znikało za najwyższym pierścieniem. Plamy żółtego światła prześlizgiwały się po ścianach domów.
- Dlaczego nie wpadło mi do głowy, aby ją pojmać? Przecież na pewno znała jakieś tajemnice Żniwiarzy. Wystarczyłoby tylko ją przesłuchać – zastanawiał się na głos. - Zaprzepaściłem taką szansę…

            Nad chłopakiem przeleciał cień. Gdy podniósł głowę, przed oczami mignęła mu czarno-złota smuga. Mefisto uśmiechnął się pod nosem i ruszył przed siebie, cicho pogwizdując.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz