Grafika

Grafika
źródło google grafika

wtorek, 3 grudnia 2013

Noc pełna wspomnień

  Ponownie przetoczyłam się na lewy bok. Godzina była późna, coś koło trzeciej lub czwartej nad ranem, trudno określić. Kolejną noc z rzędu nie mogłam zasnąć. Nie potrafiłam zamknąć oczu. Leżałam na plecach tępym wzrokiem przyglądając się plakatom na ścianach, ale tak na prawdę nie było mnie w pokoju. Myślami unosiłam się w bliżej nieokreślonej, mglistej przestrzeni, daleko od rzeczywistości. Po raz kolejny wspominałam wszystkie chwile, te dobre i te złe, które spędziłam z cudownym, niebieskookim chłopakiem. Niestety nie przypominam sobie, bym poznała jego imię. W sumie swojego też mu raczej nie podałam. Patrząc na to z perspektywy czasu wydaje się to dziwne. W końcu znaliśmy się od najmłodszych lat. Teraz jest już za późno, by to naprawić. Miesiąc temu wypłynął do Australii i nigdy już nie wrócił. Jego statek zatonął na środku oceanu Atlantyckiego. Nie było żadnych ocalałych. Media twierdzą, że powodem wypadku było jakieś koszmarne niedopatrzenie ze strony załogi. Błąd, który kosztował życie setki istnień.
  On zawsze mi powtarzał, że chciałby zobaczyć operę w Sydney. Próbuję go sobie wyobrazić na tle dachu w kształcie żagli. Jego blond włosy do ramion delikatnie powiewające na wietrze, oczy koloru morza, roziskrzone entuzjazmem i ten szelmowski uśmiech, przy którym znikał cały otaczający mnie świat. Blondyn nie był oczywiście taki idealny, jak mogłoby się zdawać po moim opisie. Starał się nie oceniać ludzi, ale jak już kogoś nie tolerował, dobitnie mu to uświadamiał. Bardzo lubił się ze mną droczyć, a przede wszystkim był wielce upartym człowiekiem. Dodatkowo na twarzy miał kilka czerwonych niczym diody pryszczy, ale nie zwracałam na nie zbytniej uwagi. Moim zdaniem dodawały mu odrobinę uroku. Swoim włosom poświęcał lwią część każdego poranka. Codziennie je mył, wcierał w nie odżywki i godzinami układał przed lustrem. Dbał o nie bardziej, niż niejedna dziewczyna, ale nigdy ich nie wiązał. Tylko  raz, z zaskoczenia udało mi się spiąć je w kucyk. Wyglądał w nim na prawdę dobrze, lecz jemu się nie podobało. Nie pozwolił mi upamiętnić nowej fryzury na fotografii, mimo że bardzo go o to prosiłam. Przecież nie umieściłabym tego zdjęcia na żadnej stronie internetowej, ani na żadnym forum. Schowałabym je głęboko do mojego Pudła Skarbów, a po kilkunastu latach odnalazła, by wspominać stare czasy.
  Czasem, gdy siedzę same w ciszy słyszę jego radosny śmiech, albo czuję oddech na karku, jakby stał tuż za mną. Jest to w pewien sposób odprężające. Cały czas wyczuwam jego obecność. Jego zapach wciąż unosi się wokół mnie. Bardzo za nim tęsknię. Brakuje mi wspólnie spędzanego czasu na granie w gry komputerowe, czytaniu książek, rozmawianiu całymi godzinami i włóczeniu się późnym wieczorem po osiedlu. Tysięczny raz cicho westchnęłam i po raz setny zmieniłam pozycję w łóżku. Skopana kołdra leżała gdzieś w rogu.
-Rachel...-usłyszałam szept. Zignorowałam go jednak, myśląc, że to moja wyobraźnia płata mi figle.
-Rachel!-ktoś ponownie mnie zawołał, tym razem wyraźniej. Wezwaniu towarzyszył stukot drobnych kamyczków o szybę. Zaniepokojona podniosłam się z łóżka i oparłam plecami o ścianę. Lewą ręką błądziłam w poszukiwaniu drewnianego miecza (pamiątki z wycieczki do Malborka). Lepsza taka broń, niż żadna. Na palcach podeszłam do okna i otworzyłam je cały czas trzymając miecz w pogotowiu.
-Rachel! Dobrze, że nie śpisz.- przywitał mnie znajomy głos.
-Matt!- odpowiedziałam nagle przypominając sobie jego imię.
-Przychodziłem do ciebie każdej nocy i wołałem, ale nie słyszałaś. Martwiłem się o ciebie.
-Matt.. ale...
-Tak dawno cię nie widziałem. Zejdziesz? Przespacerujemy się nad rzekę, albo lepiej nie. Mogę wejść? Mam ci tyle do opowiedzenia!- przerwał moją wypowiedź.
  Łzy mimo woli spłynęły mi po policzkach. Powoli kręcąc głową wypowiadałam słowa, które z trudem przechodziły przez gardło.
-Matt, ale ty nie żyjesz!
  Chłopak w jednej chwili znalazł się obok mnie na parapecie, usiadł na nim i spuścił nogi do środka pomieszczenia.
-Głupia, jak mogę nie żyć, skoro jestem tu i rozmawiam z tobą?
Podniósł rękę i w dobrze znany mi sposób rozczochrał moje włosy.
-Twój statek zatonął na środku oceanu. Nikt nie przeżył. Jak ty zdołałeś...
-Jak zdołałem się ocalić?-dokończył za mnie zdanie.-Powiedzmy, że ktoś mi pomógł. W prawdzie musiałem zapłacić za to pewną cenę, ale nie martw się. Już zawsze będę przy tobie i nigdy cię nie opuszczę. Proszę tylko, byś o mnie pamiętała.
-Jak mogłabym zapomnieć?
  Matt nic więcej nie powiedział. Uśmiechnął się tylko po raz ostatni i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Wraz z pierwszymi promieniami słońca rozpłynął się w powietrzu.
  Otworzyłam oczy. Leżałam w łóżku dokładnie okryta kołdrą. Podniosłam głowę i przetarłam zaspane powieki.
-Przyśniło mi się to?-zapytałam ciszę w pokoju.
Obok mnie na poduszce spoczywało białe piórko. Wzięłam je do ręki i obróciłam w palcach. Przy każdym ruchu migotało różnokolorowym blaskiem.
-Matt...-spojrzałam w stronę otwartego okna.-Nigdy o tobie nie zapomnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz